że w zaprojektowanych przez ciebie kanałach woda płynie z nizin w góry. Świetny z ciebie inżynier! - Z tymi sło¬wami obróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając komplet¬nie zaskoczonego Marka z Henrym.

sprawy, ale musisz wreszcie przestać się bać. Nauczyłeś się tłumić uczucia, by już nikt nie mógł Cię zranić. Teraz jednak pojawił się Henry i jakoś znalazł drogę do Twojego serca. To szansa dla Ciebie. Opieka nad nim dobrze Ci zrobi, pomoże Ci się otworzyć i żyć pełnią życia.

Właśnie, wszystko stanęło na głowie. Nic dziwnego, w końcu przyjechała z antypodów...
- Nieprawda. Chris po prostu go nie przedstawił - poprawił go Beck. - A to nie znaczy, że go nie ma. - Poza tym, jaki miał motyw, Wayne? - spytał Rudy detektywa, który umilkł, rozważając znaczenie ostatnich słów Becka. - Nie udało ci się ustalić przyczyny, dla której Chris miałby nastawać na życie Danny'ego. Sayre ledwo się powstrzymała, aby odpowiedzieć szeryfowi za Scotta. Chciała przedstawić im motyw Chrisa, choćby po to, by usunąć grunt spod nóg Becka Merchanta. Nie mogła jednak powiedzieć ani słowa, by nie zawieść zaufania Jessiki DeBlance. Jeżeli kiedykolwiek ta sprawa dotrze do punktu, w którym decyzja sądu będzie zależała od jej zeznań, nie zawaha się. Ale póki mogła tego uniknąć, nie zamierzała w to mieszać Jessiki. - Nadal uważam, że mamy wystarczająco dużo, by przesłuchać go po raz kolejny - upierał się Scott. Szeryf westchnął ciężko. - Przykro mi to mówić, Beck, ale Wayne ma rację. Normalnie przesłuchalibyśmy każdego podejrzanego, żeby zobaczyć, co ma do powiedzenia wobec takich oskarżeń. Nie możemy robić wyjątku dla Chrisa ze względu na to, że jest tym, kim jest. Beck milczał przez chwilę, - Odlewnia jest teraz niczym beczka z prochem - rzekł wreszcie. - Kto wie, jaki zamęt wywołacie, zgarniając Chrisa do wozu patrolowego. Nie rozumiem, czemu miałoby to posłużyć. Jestem przekonany, że wywoła to panikę. - Wobec tego czynię cię odpowiedzialnym za dostarczenie go tutaj - zadecydował Rudy. - Gdy się o tym dowie, na pewno z ochotą zechce skomentować ostatnie oskarżenia. - Pamiętaj, że musi się u nas stawić dzisiaj, bez względu na okoliczności - powiedział szeryf. - Przywiozę go po lunchu. - W takim razie zgoda. Wayne Scott nie wyglądał na zbyt uszczęśIiwionego takim obrotem spraw, ale nie miał wyboru. Musiał zaakceptować te ustalenia. - Boi się pani? - spytał. Sayre spojrzała na niego. - Czy się boję? - Watkins groził pani śmiercią. - Mógł mnie zabić, ale nie zrobił tego. - Na wszelki wypadek wyślę wóz patrolowy przed motel - wtrącił szeryf. - Nie, Rudy. Proszę, nie. - Kiedy Huff się o tym dowie, założę się, że... - Jestem pewna, że mu powiesz - przerwała. - Nie chcę jednak żadnych policjantów przed moimi drzwiami. Nie zgadzam się na to, więc się nie fatyguj. - W takim razie... bądź ostrożna - odparł żałośnie. - Będę. - Wstała. - To wszystko? - Na razie. Skinęła głową na pożegnanie Rudemu i detektywowi, ignorując Becka. Wyszła z posterunku i była już prawie przy swoim czerwonym kabriolecie, gdy usłyszała, jak woła ją po imieniu. Nie zatrzymała się. Dobiegł do niej, kiedy otwierała drzwiczki. Gdy położył jej rękę na ramieniu, odepchnęła go gwałtownie. Zanim jednak miała szansę coś powiedzieć, odezwał się: - Wiem, że jesteś wściekła. - Wściekła to za mało powiedziane. - Rozumiem też dlaczego, ale posłuchaj mnie, Sayre. Przyjmij pomoc Rudego.
siedem... Nie, pomyłka! Trzydzieści siedem! Czego chcesz, nie przeszkadzaj mi! - Bankier był bardzo poirytowany.
Przez długą, bardzo długą chwilę Tammy patrzyła na niego bez słowa, bez ruchu, niemal bez mrugnięcia powieką. Następnie zdjęła z siebie uprząż, wyjęła z kieszeni krótko¬falówkę i włączyła ją.
- O jakim lustrze?
Długo siedzieli w milczeniu. Później Mały Książę wstał, powoli podszedł do Smutnej Dziewczyny i położył rękę na
Jego wzrok powędrował ku jej wspaniałym włosom. Miał ochotę ich dotknąć.
- Proszę więc iść do panny Ingrid.
- Niedokładnie. Wysłała go do mnie. W przeszłości nieraz ratowałam jej skórę, zawsze mogła na mnie liczyć, nie¬zależnie od wszystkich nieporozumień między nami. Ale Isobelle wolała pozbyć się wnuka, zostawiając go w hotelu.
- Tęskniłaś za mną? - spytał.
- Wracajmy już na naszą planetę - zaproponowała po chwili, nie przestając poprawiać płatków.
Chciał jej to okazać, ale nie wiedział jak. Pochylił się więc, by pocałować ją na dobranoc, kiedy nieoczekiwanie
- Owszem, pasują, a sądząc po zawartości garderoby, nie będę musiała nic kupować aż do osiągnięcia przez Henry'ego pełnoletniości.
- Uważam, że Chris mógł zamordować Danny'ego. Może zażartujesz również z tego. Beck wstał i dwoma długimi krokami pokonał dzielącą ich odległość. - To by cię ucieszyło, prawda? Mogłabyś wtedy uzasadnić swoją nienawiść do brata i ojca, zemścić się na nich. - Nie chodzi mi o zemstę. - Nie? - Nie. - Więc o co ci chodzi? - O sprawiedliwość - odpowiedziała gniewnie. - Ponieważ jesteś prawnikiem, myślałam... miałam nadzieję, że ty również tego pragniesz. Chociaż, z drugiej strony, mieszkasz przecież za darmo w ich domu. Beck wydał z siebie gniewny pomruk. - To akurat ma się nijak do całej sprawy. Tak czy owak, nie powinienem o tym rozmawiać. Jestem ich prawnikiem. - Nie jesteś obrońcą. - Chris nie potrzebuje obrońcy. - Jesteś pewien? Ich spojrzenia skrzyżowały się na długą, długą chwilę. Beck pierwszy odwrócił wzrok. Przeciągnął dłonią po włosach i zaprosił ją z powrotem na huśtawkę. - W porządku, Sayre. Porozmawiajmy. Nie obiecuję, że udzielę ci jakichś informacji, ale jestem gotów cię wysłuchać. Chciała odpowiedzi na pytanie, które nie dawało jej spokoju, ale była związana obietnicą poczynioną Jessice DeBlance i etyką zawodową Becka. Przez chwilę w milczeniu zbierała myśli. - Czy ostatnimi czasy Chris i Danny kłócili się o coś? - spytała wreszcie. - O „coś"? Widać, że nie było cię tutaj bardzo długo. Danny i Chris spierali się o wszystko, począwszy od stawek godzinowych, jakie płacimy nowym pracownikom, przez drużyny futbolowe Uniwersytetu Stanowego Luizjany do przewagi coca-coli nad pepsi. - Nie chodzi mi o nieistotne utarczki słowne, lecz o spór o coś znacznie poważniejszego. - Religia Danny'ego - odparł bez wahania. - Spierali się o to w klubie, na dzień przed śmiercią Danny'ego. Huff poprosił Chrisa, by porozmawiał z bratem, spróbował go „zawrócić z drogi". Chris okazał ogromne lekceważenie wobec Boga i Danny się obraził. To żadna tajemnica. Kilka osób obecnych w klubie słyszało ich kłótnię i opowiedziało o niej detektywowi Scottowi. - Czy któryś z tych świadków słyszał, o czym dokładnie mówili? - Nic mi o tym nie wiadomo. - Czy Chris powiedział ci, o co poszło? Cofam pytanie - potrząsnęła głową. - Wiem, że i tak nie mógłbyś mi tego powtórzyć. - Nie mógłbym, ale jeśli już przy tym jesteśmy, to owszem, Chris przyznał się, co powiedział. Kłócili się o nowo odnalezioną wiarę Danny'ego i uczynił kilka uwag, które bardzo zdenerwowały jego brata. Nie zdradził mi więcej szczegółów. Frito przyczłapał i trącił ją wielkim łbem. Wyciągnęła rękę i pogładziła go po grzbiecie. - Jestem zazdrosny - powiedział Beck. - Rzeczywiście, chyba mnie lubi. - Nie jestem zazdrosny o ciebie, tylko o Frita - powiedział wyraźnie poruszony, patrząc jej prosto w oczy. - Jak to jest, że w jednej chwili jestem na ciebie cholernie wściekły, a w drugiej chcę być... - Nie rób tego.

Oczyma wyobraźni pokonał drogę do pokoju gościnnego na tym samym piętrze, pokoju, w

Angeles. Sprawa, która trafiła na półkę archiwum, gdy odszedł.
obiema dłońmi usiłowała poluzować pętlę.
Och...
– Jamesa.
– O co chodzi? – zapytała szeptem. Przeszył ją nowy lęk, zapadł głęboko w serce.
duża firma. My... to nie Hilton, rozumiesz.
– Za niecałą godzinę mam być na lotnisku.
– Nie, już kogoś po nią wysłałem. I zawiadomiłem ją. Jak chcesz, zadzwoń i wytłumacz.
mojego redaktora, Johna Scognamiglio. Na gorące podziękowania zasłużyli także: Nancy
wygrała? Może wtedy popełni błąd.
Usiedli naprzeciwko siebie.
policjantka bez jaj?
na szklanej półce na wysokości wzroku, by w sobotę wylądować w śmietniku.
telefon, teraz wędrowała między półkami, ciągle z komórką przy uchu. Zatrzymała się w

©2019 www.incerta.to-swiety.bieszczady.pl - Split Template by One Page Love